Blog
Róża Lewanowicz
Zasznurowana
Zasznurowana Piszę (czasem szydełkuję)
9 obserwujących 108 notek 68355 odsłon
Zasznurowana, 31 marca 2015 r.

Do-w-cipni dżętelmeni, czyli o przypadkach intymnych

374 3 0 A A A

Wypuściłam z rąk swoją flaszeczkę, która blokowała mnie na całkowite dźwignięcie się z gleby i wkroczyłam dziarsko w nowy etap życia. Oczywiście zawsze są plusy dodatnie i plusy ujemne najlepszych nawet zmian. W moim wypadku absolutnym minusem minusów był powrót do regularnego korzystania z warszawskiej komunikacji miejskiej - po równo dwóch latach błogiej przerwy, kiedy to doświadczałam uprzejmej życzliwości kierowców PKS-u jednego z okołostołecznych miast lub kolegów z pracy, jeżdżących służbowymi autami. Powrót na dawno zapomniane ścieżki okazał się być o wiele bardziej przykry, niż mogłabym przypuszczać. Ścisk, opóźnienia, kierowcy traktujący ludzi gorzej niż kartofle, nieuprzejmi współpasażerowie, czasami nieładnie pachnący (strach pomyśleć, co będzie latem) i coś, czego w ogóle się nie spodziewałam: ekhibicjoniści.

Rzecz jasna, nikt się - na szczęście! - nie obnaża z ubrań na środku autobusu czy tramwaju, ale za to spora część pasażerów bardzo chętnie, bardzo głośno i bardzo wnikliwie opowiada o swoich problemach, nawet intymnych, podczas rozmawiania przez telefon.

O co chodzi?! - pytałam siebie. - Jaką potrzebę w ten sposób realizują, mówiąc na głos te wszystkie rzeczy, które po pierwsze nikogo nie interesują, a po drugie budzą jawny niesmak? Po co opowiadać na głos w wypełnionym po sufit autobusie, o szóstej trzydzieści rano, o swoim psie, którego się "krótko trzyma i nie pozwala sobie wchodzić na głowę, w przeciwieństwie do tej idiotki, Ewki, której suka robi, co chce i syfi jej w mieszkaniu..."? Pisząc "na głos", mam na myśli "naprawdę bardzo głośno". 

Autobus czy tramwaj to mała powierzchnia, na której z musu zbierają się obcy sobie ludzie, przebywając ze sobą w mało komfortowych warunkach. Po co więc czynić te warunki jeszcze mniej komfortowymi? Niektórzy po prostu przerywają rozmowę, odpowiadając, że oddzwonią, gdy skończą podróż. Czemu jest tak wielu ludzi, którzy zmuszają innych do uczestnictwa w ich intymnym świecie?

***

Sobotnie popołudnie. Zimowe i bardzo mroźne, na tyle mroźne, że musiałam przerwać spacer i wsiąść do ciepłego tramwaju marki PESA, żeby wrócić do domu. Kiedy siadałam, kątem oka zauważyłam, że za mną do pojazdu wpadła grupka młodzieży, o której pewnie niejeden powiedziałby "łobuzeria". Trzech chłopców i jedna dziewczyna - wszyscy w wieku 15-16 lat. Dziewczę ubrane było dość niestosownie do warunków atmosferycznych, poczynając od tego, że nie miało czapki, szalika i rękawiczek, ale nie ubiorem przykuwało uwagę, lecz swoim głośnym zachowaniem i dość częstym wyrzucaniem z siebie słowa na "k", powszechnie uznanego za wulgarne. Jeden z jej towarzyszy cmoknął z dezaprobatą i cicho syknął:

- Zamknij się. Może jesteś niewychowana, ale to nie znaczy, że cały tramwaj musi o tym wiedzieć.

Nadstawiłam mocniej uszu. 

Pozostali dwaj chłopcy rozpoczęli niezobowiązującą konwersację, najwyraźniej starając się nie prowokować dziewczyny do niewłaściwych zachowań. Można rzec - spacyfikowali ją.

- Co będziesz jutro robić? - zapytał jeden uprzejmie.

- Idę na basen - odparła.

- Kobiety nie powinny korzystać z basenów - powiedział poważnym tonem drugi.

- Czego? - zdziwiła się. (Pewnie chodziło jej o słowo "dlaczego").

- Bo mogą mieć od tego problemy... Te... No... - Chłopak zawahał się. Brakowało mu odpowiedniego słowa. - Dowcipne.

Chwila konsternacji.

- Nie rozumiem - dziewczyna naprawdę nie rozumiała.

- Jemu chodziło, że możesz dostać zapalenia pochwy - wyjaśnił spokojnie trzeci z kolegów.

Na całe szczęście w tym momencie tramwaj zatrzymał się na moim przystanku i mogłam wysiąść, by móc tę scenę kontemplować w intymniejszych warunkach. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Rozmaitości